W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała.

Lewis Carroll "Alicja w Krainie Czarów"

Podrze

Der "Schwäbische Grand Canyon"

Na początku ludzie mieli szósty zmysł. Potem innych ludzi za przewodników. Potem pojawiły się mapy i kompasy, dzięki którym można było już w miarę łatwo orientować się w kierunku ruchu. Oznaczenia szlaków pozwalały spacerować nawet bez dokładnej mapy i kompasu. A potem pojawiły się gps-y turystyczne…

To oczywiście duże uproszczenie, ale od kiedy kupiłem sobie Garmina eTrexa 20, przestałem zabierać ze sobą mapy i - paradoksalnie - przestałem zwracać uwagę, w którym miejscu trasy jestem. Niby gps mądry, niby wyświetla mapę, ale po co patrzeć na nią, skoro strzałka na małym ekranie pokrywa się z wczytaną wcześniej z Internetu ścieżką. Ale Garmin to tylko narzędzie, które moim zdaniem jest i tak o wiele lepsze niż "wyroby giepeesopodobne" we współczesnych smartfonach, jednak głupieje gdy idzie się w dolinie wśród wysokich skał, a nad głową wiszą ciężkie deszczowe chmury. Do tego oznaczenia szlaku są co pół kilometra i wcale jednoznacznie nie wskazują w którą stronę iść, a co niektóre nawet kręcą się zgodnie z kierunkiem wiatru. W ten oto sposób przeszliśmy po Szwabskiej Jurze (Schwäbische Alb) dwadzieścia kilometrów zamiast planowanych piętnastu. Bunkrów nie było, ale i tak było… fajnie :)

Okolice Stuttgartu to teren mocno pagórkowaty. Już w samym mieście można się nieźle zmęczyć zwiedzając okoliczne uprawy winorośli, a jadąc na południe wjeżdżamy w teren już bardzo silnie pofałdowany, z górkami niewysokimi, tak do 800 metrów n.p.m., ale bardzo malowniczymi.

Okolica, po której postanowiliśmy pospacerować w ten piękny deszczowy sobotni poranek, nazywana jest w przewodnikach niemieckich jako Donau Welle. Jeszcze w innych określana jest jako Schwäbische Grand Canyon. A po polsku - Dolina Dunaju. Wkrótce przekonaliśmy się, że ta nazwa nie jest wcale na wyrost.

Jak już wspomniałem wcześniej, pogoda na początku nas nie rozpieszczała. W strugach deszczu dojechaliśmy do Fridingen an der Donau, bo tak nazywało się nasze miasteczko bazowe, zostawiliśmy auto na parkingu i pod parasolami oraz kurtkami przeciwdeszczowymi wyruszyliśmy w kierunku gór. Na przemian lało, padało i świeciło słońce, ale z kroku na krok pogoda się klarowała i było coraz lepiej. Według przewodnika musieliśmy wejść na dużą górę, a potem zejść w pionie około 200 metrów do Dunaju, który tutaj ma szerokość naszej Warty w okolicach Częstochowy. Dalej przeprawić się na drugą stronę, albo mostkiem, albo po kamieniach. Nie wszyscy wybrali mostek, niektórzy preferowali przygodę, ale na szczęście skończyło się bez przypadkowej kąpieli. Potem wspinaczka już w pełnym słońcu, bo pogoda w końcu się wyklarowała, była okrutna. Pot zalewał oczy, a nasze plecaki były coraz lżejsze wraz z ilością wypitej wody. Oczywiście skoro przeprawiliśmy się przez Dunaj w jednym miejscu, aby wrócić do samochodu musieliśmy przeprawić się również z powrotem. Ale do tego była jeszcze długa droga, przerywana postojami na małe co nieco, pogawędkami i robieniem zdjęć. Kiedy już myśleliśmy, że to koniec ciężkiej wędrówki na ten dzień, z góry zobaczyliśmy, że do ruin - naszego ostatniego punktu przed ponownym zejściem do rzeki, nie da się dojść inaczej, niż zejść i wspiąć się ponownie. Całe szczęście widoki po drodze wynagradzały ten trud z nawiązką. Nagie, wysokie skały, a daleko w dole wijący się wąską nitką Dunaj. W końcu po pięciu godzinach marszu mogliśmy odpocząć nad rzeką popijając zimną lemoniadę z niespodziewanie znalezionego wiejskiego sklepiku.

Ścieżka, którą przeszliśmy, jest jedną z czterech proponowanych przez stronę www.donau-wellen.de. Czy najciekawszą? Nie wiem. Jak będę miał jeszcze kiedyś okazję, sprawdzę kolejną. Wiem jednak, że to kolejna okolica w południowych Niemczech, do której z przyjemnością wrócę. rs, Stuttgart, lipiec 2015

Inne relacje
Polska
Okolice Przedborza 2020, Potęga Prasy 2008-2015, Jasna Góra, 2000-2009, Pomorze Zachodnie, sierpień 2008, Ochodzita 2007, Beskidy 2006, Oświęcim 2006, Niesulice 2006, Miejsca z delegacji 2000-2007, Sulechów 2005, Rewal 1998-2005, Karpacz 1993
Szwecja
Czekając na wiosnę 2019, Femundsmarka i Fulufjället 2016, Gränna 2012, Örebro 2012, Höga Kusten 2012, Szwecja 2011, Szwecja 2010, Uppsala, kwiecień 2009, Motala rowerem 2009, Östergötland 2009, All along the watchtower, Sztokholm, 12 lipca 2008, Dookoła jeziora Roxen, 19 lipca 2008, Ecopark Omberg, 5 lipca 2008, Vadstena, 21 czerwca 2008, Ekenäs Slott 10-11 maj 2008, Östergotland 2008
Inne
Pijana wiśnia, czyli Lwów po latach, grudzień 2018, Stuttgart wiosenny i gorący, czerwiec 2015, Der "Schwäbische Grand Canyon", czerwiec 2015, Stuttgarckie Winnnice, czerwiec 2015, Jezioro Bodeńskie, maj 2015, Kopenhaga, wrzesień 2012, Tallin, wrzesień 2011, Wiedeń, sierpień 2011, Turku, czerwiec 2010, Ukraina, marzec 2010, Lviv, styczeń 2010, Ukraina zachodnia, październik 2009, Lwów, wrzesień 2009, Helsinki 2009, Litwa, maj 2008, Wiedeń i Morawy 2006, Ahlbeck 2003