W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała.

Lewis Carroll "Alicja w Krainie Czarów"

Podrze

Helsinki, maj 2009

Przed wyjazdem ciężki poranek. W ogóle nie mogę się zebrać w sobie, do tego dochodzi złośliwość sprzętu sprzętu elektronicznego, a konkretnie aparatu, który się wziął i zepsuł. Zdjęcia będą robione telefonem w takim razie. Do tego Znany System Operacyjny w moim notebooku odmawia bezwarunkowo czytania kart pamięci. Jeszcze coś? Tak, ledwie zdążam na autobus dowożący nas na statek. Nie wiem czemu tak jest, ale im większe przed wyjazdem wrażenie, że czegoś nie zrobiłem, nie dokończyłem pewnych spraw, tym wyjazd okazuje się być lepszy. Choć nie jest to reguła.

Płyniemy powoli lawirując wśród wysepek archipelagu u wybrzeży Sztokholmu. Czasami odnoszę wrażenie, że płyniemy przez las. Robi się coraz zimniej i coraz mniej ludzi zostaje na pokładach, a coraz więcej udaje się do swoich kajut zahaczając po drodze o sklep bezcłowy. Sklep bezcłowy w Szwecji jest jedyną szansą kupna tańszego alkoholu, wysiadając z promu po powrocie widziałem mnóstwo ludzi wiozących na wózkach bagażowych całe skrzynki różnego rodzaju wódek, win i piw. Ale teraz zakupy służą do zaopatrzenia się w alkohol na tak zwane "biforki" przed imprezami głównymi w klubie karaoke i w dyskotece. Zaopatrzenie w celach domowych odbywać się będzie w drodze powrotnej.

Zachód słońca zupełnie inny niż na naszym wybrzeżu. Nie znajdziemy tutaj długich, piaskowych plaż. Wszędzie tylko skały i lasy, które to zasłaniają horyzont, a za którym właśnie usiłuje schować się słońce. Robi to o tej porze roku już bardzo powoli. Noc nie zapada aż do dwudziestej drugiej, a w Finlandii zyskamy jeszcze dodatkową godzinę ze względu na inną strefę czasową. Widoki na wskroś pocztówkowe. Szkiery, jak to ktoś już powiedział, można karmić z ręki. Pogoda jak na razie dopisuje. Jest chłodno i wietrznie, ale na niebie żadnej chmurki.

Wieczorem na statku kwitnie życie towarzyskie. Klub karaoke i dancing działają praktycznie do rana usiłując wyperswadować co niektórym zejście na ląd. Bo w zasadzie po co, skoro wieczorem odpływamy z powrotem do Szwecji? Ja usiadłem chwilę i zacząłem przyglądać się ludziom. Porównuję to wszystko do wczorajszej Nocy Walpurgi, którą spędziłem nad kanałem Kinda w Linköping. W zeszłym roku wydawało mi się, że przyszedłem za późno, bo widziałem tylko pokaz sztucznych ogni. Okazało się jednak, że nie, bo gdy w tym roku przybyłem dwie godziny wcześniej, również wiele więcej nie zobaczyłem. To cała kwintesencja życia skandynawskiego. W krajach słowiańskich życie jest o wiele bardziej spontaniczne i żywiołowe. Mówiąc, że Skandynawia jest zimna, wiem, że mówię o ludziach, bo klimat jest podobny do polskiego, o ile w południowej Szwecji nie łagodniejszy.

Z pokładu widać przepływające promy do Szwecji i do Estonii. Niektóre z nich to prawdziwe morskie potwory. Mają po kilkanaście pięter, a nocy wyglądają jak pływające bloki mieszkalne.

Chłód ludów skandynawskich ulatnia się gdzieś na parkiecie, ale też wydaje się, że mimo dużego zużycia alkoholu ludzie pozostawiają sobie odrobinę rezerwy i chłodu. Tak na własny użytek. Królują oczywiście przeboje Abby. Rano z kawiarni obserwuję budzące się życie na statku. Ciężko wstać po wczorajszym wieczorze, ale warto. W końcu jesteśmy na pełnym morzu. Mimo że na pierwszy rzut oka wydaje się ono spokojne, promem trochę buja. Ludzie powoli pojawiają się w kawiarni powoli, aczkolwiek nie jest ich tu tak dużo jak w restauracjach na śniadaniu. Posiłki są jednak tak drogie, że zdecydowałem się pozostać na własnym prowiancie i poszukać czegoś cieplejszego do zjedzenia w Helsinkach. Mimo dostępności kilku sieci komórkowych zasięg jest tak słaby, że nie mogę wysłać esemesa. Może na stałym lądzie będzie lepiej. Wychodzę na pokład, by lepiej zobaczyć mijaną właśnie twierdzę Suomenlina, położoną wyspach prawie u wejścia do portu. Szkoda, że nie będę miał czasu na jej zwiedzenie. Chciałbym mieć kiedyś tyle czasu w tej podróży, żeby spokojnie posiedzieć choć tydzień i poobserwować życie mieszkańców. Tak jak to teraz robię w Linköping.

Cerkiew zwana Soborem Uspieńskim jest podobno największą tego typu budowlą w tej części Europy. Z daleka daje się zauważyć dach zakończony złotymi kopułami. W środku piękny wystrój, malowany sufit, ołtarz z figurami świętych, niektóre ikony są niesamowite.

W Finlandii mimo że jest przecież już maj, widać jeszcze oznaki zimy. Drzewa mają gdzieniegdzie pojedyncze pąki, liści nie ma jeszcze w ogóle. Dziwnie to wszystko wygląda w słoneczny dzień w temperaturze około piętnastu stopni.

Czuję się tu trochę jak u nas przed upadkiem komuny. Zielone tramwaje, stare modele przeplatane z nowoczesnymi, niektóre budynki przypominają łódzkie kamienice, niektóre typowo skandynawskie domy, niektóre to żywcem wyjęte z zamierzchłych czasów komitety partii, kwadratowe, zupełnie bez stylu. Widoku dopełniają stojące w każdym wolnym miejscu posągi znanych Finów. A i nie tylko Finów, bo i ceniony przez nich car Aleksander II też znalazł tu swoje miejsce.

Nad miastem góruje biała luterańska katedra. Jej kopuły są praktycznie widoczne z każdego miejsca Helsinek. Siedząc na schodach u stóp kościoła wykorzystuję chwilę na przyjrzenie się biegowi tutejszego przedpołudniowego życia. Zaskakuje mnie mnogość języka rosyjskiego na ulicach. Turystów o tej porze nie jest zbyt dużo. Tu i ówdzie kilka autokarów. W długi weekend spodziewałem się tu tłumów, a jednak życie płynie powoli i spokojnie, tak po północnemu. Staram się zrobić kilka notatek, czas jednak goni nas nieubłaganie. W katedrze pustki. Poza ołtarzem, amboną, organami i figurami teologów kościoła luterańskiego żadnego innego wystroju. Po prostu białe ściany i ławki.

Na dworcu kolejowym znajduję chwilę na odwiedzenie informacji turystycznej, zabieram kilka ulotek, które może później będzie czas przeczytać. Biorę też kilka tutejszych darmowych gazet, zobaczę chociaż na obrazkach tutejsze problemy z pierwszych stron.

Kościół wykuty w skale - Temppeliaukio - jest jedną z największych atrakcji Helsinek. Jak dla mnie jest atrakcją bardzo przereklamowaną. Tam, gdzie brakło skały, kościół został wykończony betonowymi płytami, podobnie jak nasze bloki mieszkalne na osiedlach. Dach oryginalny, jakby zrobiony ze zwojów miedzianego drutu. Może nawet to jest miedziany drut, przynajmniej tak wygląda na pierwszy rzut oka. W środku wystrój jak w katedrze, czyli zupełny brak wystroju. Ołtarz, organy, ławki i nic więcej. Akustyka za to wspaniała. Zawsze chciałem mieć taki zestaw audio w domu, który choćby w niewielkim stopniu oferował mi taką jakość dźwięku. Kto wie, może sobie kiedyś taki kupię. Pozostaje jeszcze kilka godzin do odpłynięcia naszego statku, więc siadam w środku i swoim zwyczajem obserwuję ludzi. Wchodzą, siadają, robią zdjęcia w zasadzie nie wiadomo czego. Któryś to już raz w czasie swoich podróży zauważam "zjapończykowanie" społeczeństwa. Zanim przewodnik dokończy mówić zdanie, zrobione jest już tysiąc zdjęć. Ciekawe, czy taki turysta - "japończyk" jest po jakimś czasie w stanie powiedzieć chociaż z którego miasta jest wybrane ujęcie. Piszę to z przekąsem, bo widzę, że powoli robię się taki sam. Dostępność aparatów cyfrowych pozwala na niezastanawianie się nad sensem każdego ujęcia, gdy mamy do dyspozycji praktycznie nieograniczone miejsce na "kliszy".

Popołudniowe Helsinki zmieniają się nie do poznania. Mnóstwo ludzi wygląda słońca w ogródkach kawiarnianych, deptakach i skwerach. Mimo relatywnie niskiej temperatury tu wielką popularnością cieszą się lody. Ceny są takie jak w Polsce, jeżeli coś Polsce kosztuje dziesięć, to i tutaj dziesięć. Tylko że w Polsce złotych, a tutaj euro.

W drodze powrotnej w końcu jest czas na podsumowanie wycieczki i dyskusje przy kilku butelkach wina na zupełnie pustym górnym pokładzie. Noc zapada bardzo powoli.

Inne relacje
Polska
Okolice Przedborza 2020, Potęga Prasy 2008-2015, Jasna Góra, 2000-2009, Pomorze Zachodnie, sierpień 2008, Ochodzita 2007, Beskidy 2006, Oświęcim 2006, Niesulice 2006, Miejsca z delegacji 2000-2007, Sulechów 2005, Rewal 1998-2005, Karpacz 1993
Szwecja
Czekając na wiosnę 2019, Femundsmarka i Fulufjället 2016, Gränna 2012, Örebro 2012, Höga Kusten 2012, Szwecja 2011, Szwecja 2010, Uppsala, kwiecień 2009, Motala rowerem 2009, Östergötland 2009, All along the watchtower, Sztokholm, 12 lipca 2008, Dookoła jeziora Roxen, 19 lipca 2008, Ecopark Omberg, 5 lipca 2008, Vadstena, 21 czerwca 2008, Ekenäs Slott 10-11 maj 2008, Östergotland 2008
Inne
Pijana wiśnia, czyli Lwów po latach, grudzień 2018, Stuttgart wiosenny i gorący, czerwiec 2015, Der "Schwäbische Grand Canyon", czerwiec 2015, Stuttgarckie Winnnice, czerwiec 2015, Jezioro Bodeńskie, maj 2015, Kopenhaga, wrzesień 2012, Tallin, wrzesień 2011, Wiedeń, sierpień 2011, Turku, czerwiec 2010, Ukraina, marzec 2010, Lviv, styczeń 2010, Ukraina zachodnia, październik 2009, Lwów, wrzesień 2009, Helsinki 2009, Litwa, maj 2008, Wiedeń i Morawy 2006, Ahlbeck 2003