W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała.

Lewis Carroll "Alicja w Krainie Czarów"

Podrze

Spis treści:

  • Linköping, śluzy Nykvarn, 2009-02-28
  • Linköping, Kaga kyrka, 2009-03-21
  • Linköping Slott, 2009-03-28
  • Stangebro Monument, 2009-04-02
  • Tranas - Boxholm - Mjölby, 2009-05-23

  • Linköping, śluzy Nykvarn, 2009-02-28

    Zima zimą, a w Linköping pozostało parę rzeczy do zobaczenia, których jeszcze nie widziałem w zeszłym roku. Może niewiele, ale jednak. W tym roku rozgrzewkę rowerową zacząłem od zeszłotygodniowego sprawdzenia śluzy Tannefors, sypało co prawda trochę, ale wycieczka udana, stan śluz sprawdzony, a co najważniejsze - tegoroczny rower okazał się nie taki zły jak myślałem. troszkę pracy i będą z niego ludzie. Znaczy rowery z niego będą.

    Tydzień wytężonej pracy dla dobra Króla Gustawa XVI Karola i znowu weekend, który można wykorzystać w bardziej konstruktywny sposób, niż oglądanie jak Polacy przegrywają brązowy medal w skokach. Wykorzystałem go więc na odwiedzenie pierwszej w kolejności śluzy na kanale Kinda licząc od jeziora Roxen, może nie największej, ale również ciekawej - Nykvarn. Trzeba powiedzieć, że śluzy teraz zbyt malowniczo się nie prezentują, szczególnie z powodu lodu i lekkiego zimowego zaniedbania terenu, ale już podczas nocy Walpurgii będą pracować pełną parą przepuszczając w świetle ognisk i sztucznych ogni statki wycieczkowe i prywatne jachty.

    Co jest za tą śluzą? W zasadzie już nic do samego jeziora Roxen. No może nic, to nie jest dobre słowo. Jadąc w kierunku jeziora mijamy warsztaty właścicieli jachtów, zamknięte jeszcze na cztery spusty. Jachty stoją poprzykrywane plandekami, daszkami z drewna i innymi wymyślnymi konstrukcjami czekając pomyślnych wiatrów i pogody pozwalającej cieszyć się żeglugą w piękne słoneczne szwedzkie letnie dni.

    Trzeba również wspomnieć, że na tym odcinku są wspaniałe miejsca na ryby, a że ryby tam są, widać świetnie na poniższych zdjęciach. Strach się bać. Chyba odwiedzę to miejsce w przyszłym tygodniu ze swoim "sztucerem".

    Nie ma co czekać na wiosnę. Trzeba jej poszukać, bo sama to ona chyba nie przyjdzie :)

    Aha. Jeżdżąc rowerem po lodzie trzeba uważać. Bardzo uważać cholera jasna.

    Linköping, Kaga kyrka, 2009-03-21

    Już myślałem, że zima została odesłana bezpowrotnie na daleką północ, a tu nagle dziś z początku nieśmiało, a potem coraz bardziej, zaczął sypać śnieg. I gdy patrzę teraz za okno sypie nadal i wcale nie zamierza przestać. A jeszcze wczoraj było zupełnie inaczej...

    Korzystając z pięknej, słonecznej pogody wybraliśmy się z Witkiem i Andrzejem rowerami w kierunku Bergu. Ale tym razem do Bergu dojechać nie chcieliśmy. Trzy kilometry za centrum handlowym Tornby skręciliśmy z głównej drogi w lewo i ukrywając się za drzewami przed silnym wiatrem wiejącym prosto w oczy (czy tu w ogóle kiedykolwiek wieje w plecy?) dojechaliśmy do malowniczo położonego kościółka we wsi Kaga (http://sv.wikipedia.org/wiki/Kaga_kyrka). Kościół pochodzi z XII wieku, został zbudowany przez króla Sverkera na pogańskim miejscu kultu religijnego (the "shrine of all the gods").

    Otoczony cmentarzem (swoją drogą nie widziałem jeszcze tutaj wiejskiego kościoła nie otoczonego cmentarzem), a na cmentarzach w Östergötland lubią stać sobie kamienie runiczne. A tu niespodzianka, bo kamień runiczny wmurowany został w ścianę kościoła. Napis przetłumaczony na język szwedzki głosi "Tove reste denna sten efter Lid Bove, sin fader", co w tłumaczeniu na angielski brzmi mniej więcej tak: "Tove erected this stone after Lid-Bove, her father". Niestety na polski nie jestem w stanie tego przetłumaczyć. Może ktoś mi pomoże? ;)

    Przykryty jest dachówką - a jakże - drewnianą. Też taka lokalna moda, aczkolwiek u nas straż pożarna miałaby proboszczowi chyba wiele do zarzucenia pod tym względem.

    W środku kościół ozdobiony jest pięknymi malunkami. W nawie głównej są autorstwa Amunda, ana chórze pędzla swojego użyczył jego ówczesny nauczyciel - Master of Risinge. Niestety nie dane nam było oglądać wnętrza. Kościół jest zamknięty na cztery spusty, a udostępniony do zwiedzania jest dopiero w sezonie letnim, czyli od maja do września. Cóż, trzeba tu będzie przyjechać jeszcze raz i zobaczyć te cuda szwedzkiej sztuki sakralnej.

    Dziś musimy zadowolić się zdjęciami z Wikipedii.

    Z placu koło kościoła roztaczają się piękne widoki na pobliskie jezioro Roxen i na Linkoping. Na drugim zdjęciu w oddaleniu widać katedrę miejską w pełnej okazałości.

    Jeszcze pamiątkowe zdjęcie i wracamy do domu.

    Andrzej, Witek i Rafał (adventure)

    Linköping Slott, 2009-03-28

    Zima nie odpuszcza, więc nie ma ochoty zbytniej na wycieczki w "daleki" teren. Co robić w tak pięknie zapowiadający się zimowy weekend?

    Panie i Panowie, czas na Zamek...

    ...w niektórych źródłach zwany Linköping Slott.

    Zbudowany w XIII wieku zameczek (bo w porównaniu do niektórych zamków położonych na terenie Polski to taki "szlachecki dworek") pierwotnie był siedzibą biskupa tych ziem. A żeby biskup nie musiał daleko chodzić do pracy, wybudowano go tuż kolo katedry. Zamek był w ciągu wieków przebudowywany, ufortyfikowany, jak wiele innych, za panowania Gustawa Wazy, a upiększony przez jego syna, Jana III.

    Obecnie jest siedzibą władz Östergotland. Jest tam również muzeum, które zapomniałem zwiedzić w zeszłym roku. Za gapowe się płaci, bo bilet zdrożał o 10 SEK i kosztuje teraz równe 50. Spróbowałem Panią Kustoszkę zabawić rozmową w moim szczątkowym szwedzkim, ale rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała moje umiejętności i gładko przeszliśmy na angielski. Spróbuje następnym razem.

    Co mamy w środku?

    Po zeszłorocznej prawie czterogodzinnej wycieczce po Länsmuseum spodziewałem się podobnych atrakcji również w tym zamczysku. I muszę powiedzieć, że poczułem się lekko rozczarowany. Są do zwiedzania trzy piętra, a na nich tylko pięć sal muzealnych. Na pierwszym oglądamy historię i okoliczności budowania katedry. Na drugim eksponaty nabierają swojej wagi: oglądamy misternie zdobione ornaty i kielichy z pierwszych wieków istnienia biskupstwa. Na trzecim mamy makietę zamku i rzeczy ocalałe z katedry sprzed czasów reformacji. Jak widać na niektórych zdjęciach, nie wszystkie kamienne rzeźby w katedrze są oryginalne...

    Na tym piętrze gościmy również na uczcie u biskupa. Wchodząc do tej komnaty wystraszyłem się co niemiara, bo postacie przypominają żywe w niewiarygodny sposób. Gabinet figur woskowych w Międzyzdrojach to pestka.

    Król Gustaw Waza był na zamku gościem ówczesnego biskupa w czasie Bożego Narodzenia A.D. 1523, skąd udał się świętować Nowy Rok do Vadsteny, aby przewodniczyć w spotkaniu mającym na celu umocnienie szwedzkiej waluty po najeździe duńskim w 1520 roku. Jak widać, stare czasy, a problemy wciąż te same.

    Na koniec porównanie wyglądu zamku dawniej...

    ...i dziś.

    Różnice są niewielkie, ale dostrzegalne. Chociażby układ okien w środkowej części dobudówki.

    Stangebro Monument, 2009-04-02

    Pomnik Stangebro stoi nieopodal chluby Linköping - pięknej wielozadaniowej hali sportowej Cloeta, która służy między innymi za arenę zmagań miejscowych hokeistów. Przejeżdżałem właśnie obok ciesząc się pierwszym, bardzo ciepłym wiosennym dniem. Pod pomnikiem siedział stary człowiek, obok niego przykucnęła dwójka dzieci. Patrząc na płynącą leniwie rzekę Stanga tak opowiadał, a ja zatrzymałem się słuchając.

    - Dawno, dawno temu była tu wielka bitwa. Zginęły tysiące żołnierzy. A wszystkiemu winna jak zwykle kobieta.

    - Jak to kobieta, dziadku? I kto to był?

    - Otóż, jak już mówiłem, to było bardzo dawno temu, zaraz po najazdach duńskich. Najmłodszą córką Zygmunta I Starego, ówczesnego króla polskiego, była Katarzyna. Jagiellonka ją nazwali, że to niby po Jagielle, dziadzie swoim, co Krzyżaków pod Grunwaldem sponiewierał straszliwie, no ale ja nie o tym chciałem... Otóż gdy Zygmunt August, król Polski i wielki książę litewski po śmierci ojca udał się wraz z nią i swoją matką Boną ze Sworzów, na Mazowsze, wyswatano tam Katarzynę z księciem Finlandii Janem Wazą, który to po wielu przygodach został późniejszym królem szwedzkim. A ona została koronowana na Królową Szwecji. A jeszcze zanim to nastąpiło, urodził się ich syn, któremu po dziadku dali Zygmunt, a po ojcu przydomek - Waza.

    - To już będzie trzeci Zygmunt dziadku.

    - I tak go właśnie po wiekach nazwali. Zygmunt III Waza został wybrany w wolnych wyborach królem Polski, nie bez protekcji swej ciotki Anny Jagiellonki.

    - Jagiellonki?

    - Tak. Ród Jagiełłów powoli ginął, ale wówczas w Europie był jeszcze jednym z największych, jeżeli nie największym. Ale do rzeczy. Zygmunt został po wielu perturbacjach królem Polski i działo mu się całkiem nieźle, zarówno w życiu prywatnym, jak i w polityce. Aż zmarł jego ojciec Jan III Waza, król szwedzki. - Tu dziadek zamilkł na chwilę.

    - I co dziadku, i co?

    - I tu zaczyna się cała historia. Ponieważ tron w Szwecji jest dziedziczny, Zygmunt został również królem Szwecji, co zapoczątkowało unię pomiędzy Szwecją a Polską, która z czasem mogła się zmienić w tak silny związek jakim była Unia Polski z Litwą.

    - A nie stała się?

    - Ano nie. Trzeba wam wiedzieć, dziatki wy moje, że Szwecja wówczas była już krajem luterańskim, więc katolicki król za bardzo tu nie pasował. Zygmunt stanowisko przyjął chętnie, ale w zamian musiał podpisać kilka kontrowersyjnych ustaw wyrównujących prawa luteranów i katolików. Ale prawda była taka, że żaden katolik nie miał szans piastować wysokiego stanowiska w państwie szwedzkim. Z czasem zaczął przeszkadzać również katolicki król. Opozycja była silna. Dowodził nią Karol Sudermański, książę szwedzki, a prywatnie wuj Zygmunta, który miał wielkie poparcie szczególnie wśród pospólstwa i mieszczaństwa. Widząc co się dzieje, Zygmunt za zgodą sejmu polskiego udał się do Szwecji ratować swoją władzę przed zaborczym wujem. Zajętymi w Gdańsku okrętami przypłynął do Szwecji i uczył posłuszeństwa paląc, gwałcąc i zajmując co było po drodze. Z drugiej strony szła mu w sukurs część jego szwedzkiej armii. Nie wiadomo, czy sprawił to pech, czy celowe działanie szpiegów księcia Karola, ale armie nie spotkały się i król Zygmunt na czele tylko polskich wojsk stanął naprzeciw bardzo silnej szwedzkiej armii Karola.

    - No to musiał przegrać przecież dziadku.

    - Przegrał i dostał się do niewoli. Ale wcale nie musiał. Fama głosi, że pomogła gęsta mgła i słynna polska jazda, tak groźna dla wszystkich armii świata, była bezużyteczna. Bezużyteczna do tego stopnia, że większość z nich potopiła się podczas przeprawy przez rzekę.

    - Tą rzeczkę dziadku? Przecież to się nie da.

    - Da się, da. Trzeba pamiętać, że to był wrzesień, czyli tutaj już pora deszczowa, a rzeki wtedy nie były uregulowane jak dziś. Kanału Kinda również jeszcze nie było. Mogła więc być o tej porze roku szeroka jak jezioro Roxen. Któż to może wiedzieć...

    - Ale co się dziadku stało z Zygmuntem?

    Dziadek zadumał się na chwilę.

    - Zygmunt jako król Polski był człowiekiem bogatym, podobnie jak jego świta, więc się wykupił z niewoli i wrócił do Rzeczpospolitej. Jego szwedzkim stronnikom się jednak nie upiekło. Co więksi zostali skazani na karę śmierci, a karę wykonano. Zygmunt został odwołany z tronu szwedzkiego, w zamian za to przyznano królestwo jego synowi Władysławowi.

    - Jak to? Przyznali królestwo? To nie Karol został królem?

    - Został, ale nie od razu. Trzeba wam wiedzieć, że w ówczesnej Szwecji tradycja tronu z dziada pradziada była bardzo silnie zakorzeniona, więc koronę przyznano Władysławowi. Ale pod warunkiem, że w ciągu sześciu miesięcy chłopiec przyjedzie do Szwecji na stałe i przejdzie na luteranizm. Ale Władysław, wpatrzony w ojca jak w obrazek, nawet o tym nie myślał. To dało początek dalszym wojnom Szwecji z Polską. - Dziadek milczał dłuższą chwilę, po której rozległo się chrapanie...

    - Dziadku, dziadku! Nie śpij! No i co dalej z Władysławem?

    - Co, co? - dziadek się ocknął. - Władysław? Po śmierci Zygmunta został wybrany królem Polski i Litwy. I wystawił ojcu pomnik, który podobno po dziś dzień stoi w Warszawie na Placu Zamkowym. - Dziadek wstał, otrzepał spodnie, wziął dzieci za ręce i odszedł w kierunku pobliskiej wioski.

    Kolumna Zygmunta... - pomyślałem. Popatrzyłem na zachodzące wiosenne słońce i pojechałem do domu.

    Tranas - Boxholm - Mjölby, 2009-05-23

    Tranas

    Pociąg opuszcza Boxholm i wjeżdża w lasy. Naprawdę można polubić jeżdżenie szwedzką koleją. Czysto, cicho i, co najważniejsze, szybko. Niedawno wsiadłem do pociągu w Linköping, a tu już jestem na granicy Östergötland i Smaland, o czym informuje tablica graniczna w lesie. Jeszcze malownicza trasa wzdłuż jeziora Sommen i jestem na stacji w Tranas. Na pierwszy rzut oka opuszczona stacyjka, zamknięta z okazji soboty na cztery spusty, zamknięta także informacja turystyczna. Pustki straszne. Czuję się jakbym wyjechał z cywilizacji na bardzo daleką północ, a przecież jechałem na południe. Wrażenie to jednak było bardzo złudne.

    Dobrze, że wziąłem mapę. Szkoda, że tylko tę jedną, ale o tym później. Skierowałem się w kierunku początku ulicy Storagatan, czyli po naszemu Dużej Ulicy. Jest rzeczywiście najdłuższą aleją handlową, jaką widziałem tu w Szwecji. Nachodzić się można jak po Piotrkowskiej w Łodzi, ale z klimatu bardziej mi przypomina Aleje N.M.P. w Częstochowie, mimo że nie ma deptaka pośrodku, tylko wąski pas zieleni i brakuje kościołów na początku i na końcu ulicy. Kościół za to odwiedziłem wcześniej.

    Zanim doszedłem do wspomnianej wyżej Storagatan, przeszedłem na drugą stronę torów, aby dojść do widocznego z daleka, a wyglądającego na stary, kościoła. Kościół z wyglądu jest ciekawy, ale nie tak bardzo stary, bo z początku XX wieku, a w środku nie można go obejrzeć, bo zamknięty na cztery spusty. Posiedziałem chwilę na ławce w przykościelnym parku, porobiłem kilka zdjęć i wróciłem do miasta, które powoli zaczynało budzić się do życia.

    Jak na tę porę roku jest tu wciąż zimno. Gdy tylko wyjdzie słońce, trzeba rozbierać się do podkoszulka, ale gdy zawieje wiatr, wciągam szybko sweter i bluzę. W tym roku wiosna nie jest zbyt łaskawa dla Szwecji. Z Polski Ula z Klaudią przesyłają informacje, że upał, duszno i deszczu brakuje. Ocieplenie klimatu jak widać nie wszędzie dotarło w równym stopniu.

    Dwie przecznice od Storagatan płynie rzeka Svartan. I tak jak to w Szwecji bywa, nagle znajdujemy się poza miastem: jest las, ptaki śpiewają, kwiatki rosną, a ryby z rzeki można wybierać rękami. No może z tymi rybami to tak nie do końca... W niewielkim oddaleniu wille i domy wypoczynkowe. A do jeziora tuż tuż.

    Tuż tuż okazało się dwudziestominutowym spacerem najpierw wzdłuż wspomnianej już ulicy handlowej, a potem przez pola golfowe. Czasami można tu odnieść wrażenie, że golf tutaj staje się sportem narodowym. Gdzie się nie obejrzy, tam grają w golfa. Ruch na jeziorze z racji pogody niewielki, gdzieniegdzie tylko do pomostów przymocowane są łódki, a kąpiących się nie ma wcale. Ale to akurat mnie nie zdziwiło, bo gdy zamoczyłem nogi w jeziorze, gwiazdki pokazały mi się przed oczami. Woda spokojnie mogła służyć za lodówkę dla świeżo złowionych ryb. Ponieważ miejsce jest ciche, a widoki piękne, postanowiłem zostać na jednym z pomostów trochę dłużej, zjeść małe co nieco i odpocząć przed dalszą podróżą. W Tranas miałem zamiar zwiedzić jeszcze Gamla Kyrka Park i rezerwat natury Egbergsparken, a potem udać się w podróż powrotną robiąc kolejne przystanki w Boxholm i Mjölby.

    Sam pomysł na tę wycieczkę kiełkował mi w głowie od dawna. Chciałem wykorzystać całodniowy bilet na komunikację okręgową w Östergötland, pojechać pociągiem z Linköping jak daleko się da i wracając zwiedzać poszczególne pięć miejscowości na trasie. Później plan trochę zweryfikowałem i ograniczyłem się do trzech największych. Stwierdziłem, że wysiadanie w dwóch końcowych - Mantorp i Vikingstad - wiąże się ze spędzeniem w tych miejscach co najmniej godziny bez większego sensu, gdyż nie doszukałem się w tych miejscowościach spektakularnych miejsc do zwiedzania. No może poza kościołem w Mantorp. W każdym bądź razie zdecydowałem się pobyć dłużej w miejscowościach większych, czyli Tranas, Boxholm i Mjölby.

    Trochę o rzece Svartan. Biwakowałem przy jeziorze niedaleko jej ujścia do jeziora Sommen. Należy ona do najbardziej rybnych rzek w całej Szwecji, co potwierdzają tablice informacyjne nad jej brzegami. Jest ona tutaj sprytnie uregulowana (tak, tak, uregulowana), że odcinki całkowicie nizinne mieszają się z wymodelowanymi odcinkami górskimi, tworząc wyśmienite łowiska różnych gatunków ryb. Zdjęcia na tablicach nie pozostawiają złudzeń co do ich wielkości. Łowienie na tej rzece kosztuje około 60 SEK za dzień, a 250 za rok.

    Tak to już jest w tej Szwecji, że gdy tylko wystawisz czubek buta poza centrum miasta, nagle znajdujesz się w rezerwacie natury. Tak też jest w Tranas. Zwiedzanie Gamla Kyrka Park poszło mi bardzo szybko, bo parkiem tutaj nazywane są również cmentarze, do czego nie mogę się przyzwyczaić. Niedaleko jednak od tego miejsca jedna górka i kawałek lasu pomogła w utworzeniu lokalnego Naturreservat, a kilka budynków i domów mieszkalnych z początku XX wieku za Skansen nazwany Vandrarhem Hembygdsgarden. Można tu siedzieć, odpoczywać, słuchać ptaków, podziwiać roślinność i dumać całymi godzinami. Oczywiście, gdy się tylko ma na to czas. Ja, ponieważ dostatecznie już zmarudziłem nad jeziorem, nie miałem go zbyt wiele. Boxholm już czekał.

    Boxholm

    No więc jedziemy do Boxholm. Jadę bez mapy. Wydrukowałem sobie, jakżeby nie, ale przezornie zapomniałem zabrać. Nic to, myślę, na pewno znajdę ją w pierwszej lepszej szafce informacyjnej na przystanku autobusowym. Nie było. Poszukałem więc centrum, co przy wielkości miasta zajęło mi dobre pięć minut, drugie tyle zajęło mi przejście go wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu informacji turystycznej. Znalazłem, ale z okazji soboty była zamknięta. Gdybym zajrzał na ogólną mapę Östergötland, dowiedziałbym się, że punkt informacyjny jest również w sklepie ICA, ale o tym dowiedziałem się dopiero w pociągu, jadąc do Mjölby. Na mieście pustki. Czułem się, jakbym wylądował w jakimś miejscu, z którego wszyscy uciekli. Wszyscy korzystają z długiego weekendu, bo czwartek 21 maja 2009 jest tutaj i w całej Skandynawii świętem, u nas przełożonym na niedzielę, a wolny piątek Szwedzi dostali od pracodawców gratis. Po słynnych Boxholmskich serach zostały puste stoiska na rynku.

    Zostaje więc rysowanie mapy starym indiańskim sposobem bezpośrednio w głowie. Ma to oczywiście swoje wady i zalety. Zaletą jest na pewno to, że musimy zmusić swoją głowę do obserwacji i wyciągania wniosków, a największą wadą, że trzeba się nachodzić. Nie było jednak wyjścia, więc przypomniałem sobie, co widziałem z okien pociągu jadąc w kierunku Tranas, a był to kościół w stylu neogotyckim zbudowany na wzgórzu nad rzeką. Zapamiętałem go, bo miał dziwny, brązowo-purpurowy kolor. Jak później doczytałem, zbudowany został z kostki brukowej, z produkcji której słynie miasteczko. Obszedłszy więc miasto znalazłem go po około półgodzinnym spacerze i założyłem obiadowy biwak nieopodal, nad brzegiem Svartan. Woda nieco cieplejsza niż w jeziorze, można było nieco dłużej pomoczyć nogi. O kąpieli ciągle jednak nie było mowy, a pomyśleć, że w zeszłym roku w maju kąpałem się w Roxen. Biwak nad rzeką na pewno jednak jest lepszy niż czekanie na najbliższy pociąg w jedynej otwartej w tym czasie w mieście pizzerni. Tutaj można przynajmniej popatrzeć na rzekę i posłuchać ptaków. Za to dojście z powrotem na stację zajęło mi... 15 minut. Plan miasta w głowie został narysowany.

    Czas na kolejny przystanek w podróży po Östergötland. Tym razem będzie to Mjölby. (c.d.n.)

    Mjölby

    To już ostatni mój kolejowy przystanek na trasie tej wycieczki. Miałem nadzieję, że w tamtejszym Resecentrum mapę miasta dostanę bez problemu. Dostałem ją w hotelu naprzeciwko.

    Mjölby po Broxholmie, a nawet Tranas, to powrót do cywilizacji. Ładny, nowoczesny uniwersalny dworzec, z dokładnym opisem co, skąd i dokąd jedzie, elektroniczne wyświetlacze, no prawie takie... Koluszki po remoncie.

    Skierowałem się w stronę rzeki Svartan. Jak już pisałem wcześniej, spodobała mi się ona bardzo. Jest przykładem na to, że jak się dobrze pomyśli, a co najważniejsze, chce, to można mieć i krajobraz, i ryby, i zastosowanie przemysłowe. Piszę tak, bo praktycznie w centrum miasta na rzece zbudowana jest potężna elektrownia, co nie przeszkadza jej być jedną z najbardziej rybnych w Szwecji, jak już również wspominałem. Wzdłuż rzeki przespacerowałem się do skansenu zwanego tutaj Hembygdsgard, gdzie pościągano wiejskie domy mieszkalne i budynki gospodarcze z początku XIX wieku. Takie Gamla Valla w Linköping, tylko bardziej wiejskie. Lub, jak ktoś woli - bardziej zacofane. Cały obszar otoczony jest wodą - wioska umieszczona jest na wyspie na Svartan. Znalazłem tu ciszę, spokój, śpiew ptaków tylko od czasu do czasu przerywały odgłosy z teatru na świeżym powietrzu, w którym właśnie wystawiano jakąś komedię. Próbowałem trochę oglądać, ale nie jest to łatwe, gdy rozumie się co piąte zdanie.

    Wróciłem do miasta, aby obejrzeć jego starą część. Tak zwane Stare Miasto (Gamla Stan), jak to wszystkie podręczniki przedstawiają, powinno zawierać stary rynek, stary ratusz i stary kościół. I tutaj też jest podobnie: stary rynek przerobiony został na parking, stary kościół odbudowano po pożarze w XVIII wieku, po którym została tylko wieża, i stary ratusz, który akurat podobał mi się najbardziej. Kościół warto byłoby obejrzeć w środku, ale staroszwedzkim zwyczajem był zamknięty z okazji święta. Przez stare miasto przeszedłem znów nad rzekę, aby poczekać w spokoju do odjazdu pociągu. W centrum było już więcej ludzi, widać niektórzy postanowili spędzić długi weekend w mieście, co jest tutaj rzadko spotykane. Rzeka otoczona rabatkami i z deptakami wzdłuż brzegów nie wyglądała dla mnie zbyt ciekawie, wróciłem więc do skansenu pomoczyć nogi i posłuchać ptaków. Tam zrobiłem sobie dłuższy odpoczynek przed powrotem do domu.

    W Mjölby, jak w każdym chyba mieście w Szwecji, też mają swój "naturpark", ale już było za późno na pieszą wędrówkę na skraj miasta, a na częstą komunikację autobusową nie można było w tym dniu liczyć. Czułem już w nogach kilometry z całego dnia, czas na powrót do domu. Z ulgą wsiadłem do wygodnego klimatyzowanego pociągu. Naprawdę można polubić podróżowanie koleją w Szwecji...

    Inne relacje
    Polska
    Okolice Przedborza 2020, Potęga Prasy 2008-2015, Jasna Góra, 2000-2009, Pomorze Zachodnie, sierpień 2008, Ochodzita 2007, Beskidy 2006, Oświęcim 2006, Niesulice 2006, Miejsca z delegacji 2000-2007, Sulechów 2005, Rewal 1998-2005, Karpacz 1993
    Szwecja
    Czekając na wiosnę 2019, Femundsmarka i Fulufjället 2016, Gränna 2012, Örebro 2012, Höga Kusten 2012, Szwecja 2011, Szwecja 2010, Uppsala, kwiecień 2009, Motala rowerem 2009, Östergötland 2009, All along the watchtower, Sztokholm, 12 lipca 2008, Dookoła jeziora Roxen, 19 lipca 2008, Ecopark Omberg, 5 lipca 2008, Vadstena, 21 czerwca 2008, Ekenäs Slott 10-11 maj 2008, Östergotland 2008
    Inne
    Pijana wiśnia, czyli Lwów po latach, grudzień 2018, Stuttgart wiosenny i gorący, czerwiec 2015, Der "Schwäbische Grand Canyon", czerwiec 2015, Stuttgarckie Winnnice, czerwiec 2015, Jezioro Bodeńskie, maj 2015, Kopenhaga, wrzesień 2012, Tallin, wrzesień 2011, Wiedeń, sierpień 2011, Turku, czerwiec 2010, Ukraina, marzec 2010, Lviv, styczeń 2010, Ukraina zachodnia, październik 2009, Lwów, wrzesień 2009, Helsinki 2009, Litwa, maj 2008, Wiedeń i Morawy 2006, Ahlbeck 2003