W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała.

Lewis Carroll "Alicja w Krainie Czarów"

Podrze

Ochodzita 2007

Po jesiennej krókiej wycieczce zimą pomysł przyjechania do karczmy Ochodzita w Koniakowie pojawił się ponownie. I tak oto zakwaterowaliśmy się w tej pięknej i stylowej karczmie na cztery dni.

Po szybkim zakwaterowaniu i rozłożeniu swoich rzeczy wyruszyliśmy z Klaudynką na podbój góry (894 m n.p.m.), do której wierzchołka z karczmy zostało nam może ze sto metrów w pionie. Zapowiadała się taka mała przechadzka na szczyt i z powrotem, szczególnie że w grudniu wszedłem na tą górę z dwóch stron bez najmniejszych problemów: od karczmy i od strony wyciągu narciarskiego ze strony Koniakowa.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie śnieg. Góra wygrała z nami zaspami po pas. Nie doszliśmy nawet do zabudowań mieszczących się w połowie drogi z karczmy na szczyt. Wróciliśmy przemoczeni i niepyszni do karczmy, obiecując sobie solennie, że jak tylko złapie mróz, to wleziemy na tą górkę i nakopiemy jej do wierzchołka... Ale na razie trzeba oszacować straty, to jest wysuszyć ubrania i buty.

Śniegu o tej porze jest tutaj mnóstwo. Możnaby powiedzieć, że aż za dużo. Wsie wyglądają pięknie otulone puchową pierzyną, a droga przez przełęcz Kubalonka - jeszcze cudowniej.

Kolejne dni to kolejne wycieczki. Po pierwsze do Koniakowa. Droga, która w normalnych warunkach trwa około 20 minut w jedną stronę, na mrozie, po zaspach, pośród padającego śniegu, który wpadał do oczu i oblepiał całe ubrania, wycisnęła z nas siódme poty. Wróciliśmy przemoczeni i zmęczeni. Beskid Śląski to może nie są wysokie góry, ale jednak góry i potrafią zmęczyć.

Później Istebna - to już samochodem. Celem naszym było odnalezienie domu Jerzego Kukuczki. Pytaliśmy we wsi, powiedziano nam, że Kukuczków jest tutaj jak mrówek i musimy sprecyzować dokładnie, o którego Kukuczkę nam chodzi, a do domu tego himalaisty to na pewno nie dojdziemy i samochodem też za lekko nie będzie.

No cóż, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie przy tablicy koło kościoła i weszliśmy do informacji PTTK. Bardzo miła pani udzieliła nam wszystkich potrzebnych informacji, zaopatrzyła w plik materiałów na temat gminy Istebna i życzyła powodzenia. Pojechaliśmy szukać domu Kukuczki.

Łatwe to rzeczywiście nie było szczególnie z powodu śniegu. Droga wąska, minąć się ciężko i - wsztyd się przyznać - ja, kierowca, który już przekręcił w swoim życiu przeszło 300 tysięcy kilometrów - dostałem opiernicz od Górala za zatrzymywanie się pod górkę. I słusznie. Z przodu auto, z tyłu auto, a ja stoję. Oczywiście o samodzielnym ruszeniu pod górę nie było już mowy. Ale że mieszkają tam ludzie wyjątkowo życzliwi, szybko wypchnęli nas z kłopotów. No i co najważniejsze - zobaczyliśmy chatę sławnego himalaisty.

Kolejnego dnia do południa - kolejna wycieczka do Istebnej przedłużona o wyjazd do Jaworzynki. Próbowaliśmy dojść do Trójstyku - miejca łączenia się trzech granic: polskiej, czeskiej i słowackiej, ale śniegi po kolana skutecznie zniechęciły nas w połowie drogi. Wróciliśmy zatem do Jaworzynki i poszliśmy innym asfaltowym tym razem szlakiem rowerowym w stronę granicy czeskiej. Udało nam się dotrzeć do granicy - z niemałym zresztą trudem - ostatni kawałek pokonaliśmy w śniegu po kolana. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcia przy szlabanie i wracamy do Jaworzynki, gdzie obejrzeliśmy z zewnątrz muzeum-skansen "Na Grani". Zwiedzanie muzeum w sezonie zimowym możliwe jest tylko po uprzednim telefonicznym ustaleniu wizyty (podobnine jak w przypadku domu Kukuczki i innych muzeum gminy Istebna). W zasadzie jest to dobre podejście, bowiem większość turystów zimą przyjeżdża tutaj na narty a nie spacerować po górach.

W Istebnej w drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze kościół parafialny, karczmę i wróciliśmy na naszą górę...

...I na Górę weszliśmy. tak jak przewidywałem, śnieg nieco zmarzł i mogliśmy wejść na sam szczyt, który powitał nas chłodem, wiatrem, nieczynnym wyciągiem narciarskim (pewnie z powodu nadmiaru śniegu, gdyż niższe górki były świetnie przygotowane) i... przepięknymi widokami na cztery strony świata. Tylko z powodu nisko wiszących chmur nie mogliśmy dojrzeć Tatr. Staliśmy na samym szczycie tej części Beskidów.

Po południu przejażdżka i podziwianie kunsztu sztuki inżynierskiej - nowego wiaduktu nad szosą do Żywca. Samo oglądanie budzi dreszczyk emocji, a my przecież po nim jechaliśmy.

No i wieczór. Jako że jest to ostatni nasz dzień pobytu na górze - siedzimy w karczmie, pochłaniamy góry jedzenia (słynne chłopskie koryto nawet na dwoje okazało się za duże) i przy grzanym piwku z korzeniami (to przysługuje tylko mi ;)) słuchamy sączącej się z głośników góralskiej muzyki. Posiedzieliśmy długo, bo bylo cudnie i wspaniale, a klimat jest nie do opisania. Pewnie kiedyś wrócimy tu jeszcze...

Inne relacje
Polska
Okolice Przedborza 2020, Potęga Prasy 2008-2015, Jasna Góra, 2000-2009, Pomorze Zachodnie, sierpień 2008, Ochodzita 2007, Beskidy 2006, Oświęcim 2006, Niesulice 2006, Miejsca z delegacji 2000-2007, Sulechów 2005, Rewal 1998-2005, Karpacz 1993
Szwecja
Czekając na wiosnę 2019, Femundsmarka i Fulufjället 2016, Gränna 2012, Örebro 2012, Höga Kusten 2012, Szwecja 2011, Szwecja 2010, Uppsala, kwiecień 2009, Motala rowerem 2009, Östergötland 2009, All along the watchtower, Sztokholm, 12 lipca 2008, Dookoła jeziora Roxen, 19 lipca 2008, Ecopark Omberg, 5 lipca 2008, Vadstena, 21 czerwca 2008, Ekenäs Slott 10-11 maj 2008, Östergotland 2008
Inne
Pijana wiśnia, czyli Lwów po latach, grudzień 2018, Stuttgart wiosenny i gorący, czerwiec 2015, Der "Schwäbische Grand Canyon", czerwiec 2015, Stuttgarckie Winnnice, czerwiec 2015, Jezioro Bodeńskie, maj 2015, Kopenhaga, wrzesień 2012, Tallin, wrzesień 2011, Wiedeń, sierpień 2011, Turku, czerwiec 2010, Ukraina, marzec 2010, Lviv, styczeń 2010, Ukraina zachodnia, październik 2009, Lwów, wrzesień 2009, Helsinki 2009, Litwa, maj 2008, Wiedeń i Morawy 2006, Ahlbeck 2003