W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała.

Lewis Carroll "Alicja w Krainie Czarów"

Podrze

Turku, czerwiec 2010

Termin wybraliśmy niezbyt fortunny. Midsommar to czas, kiedy ulice w skandynawskich miastach pustoszeją, muzea straszą zamkniętymi drzwiami, a z restauracji otwarte są tylko kawiarnie i McDonaldy. Ale innego terminu nie było, więc nie było więc też co narzekać. Przyjęliśmy fińskie Turku takim, jakim prezentuje się właśnie w Midsommar.

Wysiedliśmy z promu bardzo wcześnie rano. Sytuację troszkę uratował lokalny czas - wedle niego było już o godzinę później. Pogoda piękna, słońce już wysoko na niebie, co nie jest dziwne biorąc pod uwagę fakt, że tej nocy prawie w ogóle nie zachodziło. Z portu widać panoramę miasta i zamek. Jest duży, ale tak jakby bez wyrazu. Po prostu kawał budowli z kamienia. Zarówno dziedziniec jak i komnaty zamkowe zastaliśmy zamknięte na cztery spusty.

Mijając muzeum morskie (podobne troszkę na pierwszy rzut oka do muzeum w Goteborgu, tylko nieco mniejsze) i zacumowane przy brzegu statki, w większości służące teraz jako kawiarnie i restauracje, pasażem nadrzecznym chowając się od czasu do czasu pod parasolami doszliśmy do katedry, której początki siegają XIII wieku. Krótki odpoczynek w bocznym krużganku i w przykatedralnej kawiarni w oczekiwaniu na kończącą się mszę i już można było zwiedzać. Wnętrze podobne jak w większości skandynawskich średniowiecznych katedr - ogołocone z jakiegokolwiek wystroju kamienne ściany nadawały budowli klimat z gier RPG.

Z katedry przeszliśmy do jedynej ocalałej po kilkudziesięciu miejskich pożarach dzielnicy, a obecnie skansenu. Niektóre domy pokryte… Kamieniami, a niektóre ziemią porośniętą dorodną zieloniutką trawą, którą niejedną krowę można byłoby wyżywić. Oczywiście obserwowaliśmy zza zamkniętych bram. Z pobliskiego wzgórza, na którym stoi budynek ambasady holenderskiej, roztacza się ładny widok na miasto i na katedrę.

Centrum - nic odkrywczego. Przede wszystkim puste, ale to jak już pisałem wcześniej, moża było się spodziewać. Ciszę zakłócały tylko wrzeszczące nieziemsko mewy. Ale do tego jesteśmy też przyzwyczajeni w Linkoping. Po naszej polskiej stronie morza na wybrzeżu jakoś mi to mniej przeszkadza, może dlatego, że ich krzyk zakłócany jest skutecznie przez szum Bałtyku. Tutaj drą się, jakby miały za chwilę paść z głodu. Zabudowa centrum przypomina Helsinki, dużo budynków w stylu "gierkowskim", co drugi mógłby służyć jako gmach sowieckiej partii. Wrażenia dopełnia popiersie Lenina znalezione przez nas przy drodze prowadzącej do muzeum sztuki. Oczywiście zamkniętego. Gdzieniegdzie tylko, niczym perełki, ukazują się wplecione w betonowe budynki stare, drewniane rybackie chatki. Ślad dawnego Turku.

Od muzeum sztuki przeszliśmy w kierunku dworca autobusowego. Ulica była dziwna o tyle, że ciężko na niej było znaleźć jakikolwiek sklep inny niż sexshop i jakikolwiek inny zakład usługowy niż agencja towarzyska. Taka mikro czerwona dzielnica. Ciekawe, czy w normalny "pracujący" dzień ulica obfituje również w panie lekkich obyczajów. O dziwo, niektóre z tych zakładów mimo Midsommar były otwarte. Za dworcem autobusowym wypatrzyliśmy McDonald. Całe szczęście również był otwarty. Co prawdza mieli jakiś słabszy dzień, bo mimo informacji na drzwiach nie obsługiwali kart Visa, ale całe szczęście przyjmowali chociaż Maestro. Dla niektórych z nas było to jak zbawienie, bo na tak krótką wycieczkę nie zaopatrywaliśmy się w Euro.

Po obiedzie oraz "filiżance" kawy jeszcze jeden spacer przez puste miasto i odpoczywając w cieniu zamkowych murów skupiliśmy się na czekaniu na statek do Sztokholmu.

Fińskie miasta nie zachwycają pięknem. Są po prostu użytkowe. Nie ma tu wszędobylskich wielusetkonnych, potrafiących uciągnąć łódź albo przyczepę z koniem, Volvo i Saab-ów jak w Szwecji. Przekrój motoryzacji rodem z naszej części Europy. Pięknem zachwyca za to przyroda, co można zobaczyć przyglądając się brzegom podczas podróży statkiem. Następnym razem jeżeli tu przypłynę, to poodpoczywać i połowić ryby w fińskich jeziorach.

Więcej zdjęć z wycieczki znajdziesz tutaj.

Inne relacje
Polska
Okolice Przedborza 2020, Potęga Prasy 2008-2015, Jasna Góra, 2000-2009, Pomorze Zachodnie, sierpień 2008, Ochodzita 2007, Beskidy 2006, Oświęcim 2006, Niesulice 2006, Miejsca z delegacji 2000-2007, Sulechów 2005, Rewal 1998-2005, Karpacz 1993
Szwecja
Czekając na wiosnę 2019, Femundsmarka i Fulufjället 2016, Gränna 2012, Örebro 2012, Höga Kusten 2012, Szwecja 2011, Szwecja 2010, Uppsala, kwiecień 2009, Motala rowerem 2009, Östergötland 2009, All along the watchtower, Sztokholm, 12 lipca 2008, Dookoła jeziora Roxen, 19 lipca 2008, Ecopark Omberg, 5 lipca 2008, Vadstena, 21 czerwca 2008, Ekenäs Slott 10-11 maj 2008, Östergotland 2008
Inne
Pijana wiśnia, czyli Lwów po latach, grudzień 2018, Stuttgart wiosenny i gorący, czerwiec 2015, Der "Schwäbische Grand Canyon", czerwiec 2015, Stuttgarckie Winnnice, czerwiec 2015, Jezioro Bodeńskie, maj 2015, Kopenhaga, wrzesień 2012, Tallin, wrzesień 2011, Wiedeń, sierpień 2011, Turku, czerwiec 2010, Ukraina, marzec 2010, Lviv, styczeń 2010, Ukraina zachodnia, październik 2009, Lwów, wrzesień 2009, Helsinki 2009, Litwa, maj 2008, Wiedeń i Morawy 2006, Ahlbeck 2003